Czym Trybunał Konstytucyjny nie jest i ile jest sędziego w sędzim TK?

Posted on

 

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego (TK) z dnia 6 kwietnia 2016 roku oraz stanowisko Krajowej Rady Sądownictwa (KRS) z dnia 7 kwietnia 2016 r. w przedmiocie niepublikowania wyroku Trybunału Konstytucyjnego, które w konkluzji wskazuje, że: „brak publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego nie pozbawia go mocy powszechnie obowiązującej i nie zwalnia nikogo z jego stosowania” skłaniają do ponownego pochylenia się nad tzw. kryzysem konstytucyjnym. Teza wyrażona w stanowisku KRS ma być prawdziwa, ze względu na art. 190 ust. 1 Konstytucji RP. Pojawia się więc pytanie o to, czy tzw. kryzys konstytucyjny wpłynął w znaczący sposób na sposób czytania Konstytucji RP i można ją teraz cytować wybiórczo? Jak również, po co studentów pierwszego roku studiów prawniczych uczyć na wstępie do prawoznawstwa, że akt normatywny należy traktować holistycznie i pamiętać o wykładni systemowej, gdy będziemy odczytywać jego treść? Cała sytuacja natomiast zmusza do refleksji na trzy, wydaje się kardynalne zagadnienia.

  • Po pierwsze, czy na brak poszanowania dla norm prawa najlepszą odpowiedzią jest brak poszanowania dla innych norm?
  • Po drugie na ile sędzia Trybunału Konstytucyjnego jest sędzią w pełnym tego słowa znaczeniu?
  • Po trzecie czym Trybunał Konstytucyjny nie jest?

Zło złem zwyciężaj?

Odpowiedź na pierwsze pytanie poprzedzić należy stwierdzeniem, że w Polsce nikt nie ma prawa dokonywać powszechnie obowiązującej wykładni prawa. Oznacza to nie mniej, nie więcej, tylko tyle, że dokonywana jest ona każdorazowo na potrzeby określonego postępowania. Tym samym zarówno interpretacja Prezesa Rady Ministrów, co do związania trybem ustawowym (na co wskazuje wprost delegacja konstytucyjna i norma kolizyjna) TK w jego postępowaniu, jak i interpretacja Prezesa TK o braku związania są równoprawne.

Przechodząc natomiast do problemu zasadniczego, czy można (przy braku instrumentów w postaci sankcji) odpowiadać na brak poszanowania normy prawnej brakiem poszanowania innej, tak by dokonać zmiany stanu faktycznego – stwierdzić należy, że nie. Działanie takie powoduje bowiem zaostrzenie sporu, jak również przyczynia się do dalszej degeneracji tak kultury prawnej, jak i politycznej kraju. Na gmachu Sądu Najwyższego w Warszawie widnieje napis: silent leges inter arma – milkną prawa w szczęku broni. Czemu prawnicy zamiast czekać są tymi, którzy chcą szczękiem broni uciszać prawa? Czemu po stronie sędziów TK, jak i KRS istnieje tak silna potrzeba dokonania implementacji wyroku, nawet bez jego ogłoszenia w dzienniku urzędowym? Odpowiedź kryje się w naturze ludzkiej, potrzebie poczucia sprawstwa oraz utrzymania (nadszarpniętego) prestiżu zawodu sędziowskiego. Pytanie jednak czy wydając stanowisko (i niewiążącą, jak każda inna, wykładnię Konstytucji), które godzi w wykładnię systemową, a i językową całego art. 190 Konstytucji, KRS ujęła się w istocie za stanem sędziowskim i prestiżem tego zawodu? By odpowiedzieć na to pytanie trzeba rozważyć ile właściwie sędziego jest w sędzim TK.

Ile sędziego w sędzim TK?

Konstytucja wskazuje, że na sędziego TK może zostać wybrana osoba wyróżniająca się wiedzą prawniczą (art. 194). Jest to co do zasady jedyne obwarowanie, nie licząc wyłączenia dla osób, które już raz w TK zasiadały. Stojąc na stanowisku, że Konstytucja pozwala w ustawie dokonać doprecyzowania jedynie sposobu organizacji i trybu postępowania przed TK (art. 197), wydaje się, że art. 18 ustawy o TK jest jawnie sprzeczny z samą Konstytucją. Niekonstytucyjność tego przepisu może mieć dwojaki charakter po pierwsze wykracza on poza delegację wyrażoną w art. 197, jako że nie dotyczy organizacji TK, a kwalifikacji osoby, która może być brana pod uwagę na sędziego, po drugie zaś jest sprzeczna z argumentum a fortiori. Dzieje się tak, gdyż jeżeli jedyną kompetencją wyrażoną w akcie rangi konstytucyjnej jest wyróżnianie się wiedzą prawniczą, nie można dokonywać większych obostrzeń w akcie niższego rzędu. Pamiętając jednak o domniemaniu konstytucyjności, każdego aktu prawnego, w tym ustawy o TK przypomnieć należy jakie to kwalifikacje kryją się za art. 18, wskazującym na potrzebę spełnienia kryteriów wyznaczonych dla sędziego Sądu Najwyższego. Do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego Sądu Najwyższego może być powołany ten, kto:

  • ma obywatelstwo polskie i korzysta z pełni praw cywilnych i publicznych;
  • jest nieskazitelnego charakteru;
  • ukończył wyższe studia prawnicze w Polsce i uzyskał tytuł magistra lub zagraniczne uznane w Polsce;
  • wyróżnia się wysokim poziomem wiedzy prawniczej;
  • jest zdolny, ze względu na stan zdrowia, do pełnienia obowiązków sędziego;
  • ma co najmniej dziesięcioletni staż pracy na stanowisku sędziego lub prokuratora albo wykonywania w Polsce zawodu adwokata, radcy prawnego lub notariusza. Wymagania, o których mowa w zdaniu poprzednim, nie dotyczą osoby, która pracowała w polskiej szkole wyższej, w Polskiej Akademii Nauk, w instytucie naukowo-badawczym lub innej placówce naukowej, mając tytuł naukowy profesora albo stopień naukowy doktora habilitowanego nauk prawnych.

Z wymagań konstytucyjnych, jak i wymagań domniemanie konstytucyjnej ustawy o TK, widać jasno, że sędzia Trybunału nie musi być wcale zawodowym sędzią. W istocie wielu z sędziów TK nigdy nie skończyło aplikacji i nie zostało dopuszczonych na tej podstawie do wykonywania zawodu prawniczego. Wielu z nich to zasłużeniu akademicy, jak aktualny Prezes TK. Pamiętać więc należy, że wielu z sędziów TK pierwszy raz przywdziało togę (nie licząc ceremonii uniwersyteckich) w dniu pierwszego posiedzenia TK z ich udziałem. Sam ten fakt nie umniejsza ich statusu, jako osób wyróżniających się szczególną wiedzą prawniczą, jednak pamiętać należy, że nie są sędziami zawodowymi w ścisłym tego słowa znaczeniu. Często jednak zapomina się o tym, że tytuł sędziego przysługuje osobom zasiadającym w TK przede wszystkim, dlatego że to słowo zostało wobec nich użyte w Konstytucji. Analogicznie można by mówić o sędziach Trybunału Stanu jednak, z racji tego, że nie muszą tam zasiadać zawodowi sędziowie zwykło się mówić o członkach (art. 199 Konstytucji), co lepiej oddaje naturę ich pozycji i nie wprowadza zbędnego zamieszania. Czym więc jest lub nie jest sam TK, skoro jego członkowie nie muszą być sędziami zawodowymi?

Czym TK nie jest?

W debacie o tzw. kryzysie konstytucyjnym wiele mówi się o tym, czym TK jest. Warto jednak zastanowić się, czym TK nie jest, to bowiem pozwoli na „skrócenie frontu walk ideologicznych” i skupienie się na jego obrazie jako posiadającej określone funkcje, jednej z wielu instytucji konstytucyjnych Polski. W pierwszej kolejności odwołać się wypada do, rzadko przywoływanego w debacie, art. 175 Konstytucji, stanowiącego w ust. 1, że „wymiar sprawiedliwości w Rzeczypospolitej Polskiej sprawują Sąd Najwyższy, sądy powszechne, sądy administracyjne oraz sądy wojskowe” i zarazem dodającego w ust. 2, że: „sąd wyjątkowy lub tryb doraźny może być ustanowiony tylko na czas wojny”. Dodając do tego, częściej przywoływany w debacie art. 173, stanowiący, że: „Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz”, dojść można tylko do jednego wniosku. Jest nim to, że TK obok sądów stanowi co prawda odrębną władzę, nie jest jednak częścią wymiaru sprawiedliwości. Konstatacja ta nie powinna dziwić, zważywszy na wąskie (choć istotne) kompetencje samego Trybunału jak i liczbę sędziów zawodowych w jego kolejnych składach. Pobieżna lektura pozwala więc wyeliminować TK poza wymiar sprawiedliwości, a to pozwala na skrócenie pola do dyskusji w tzw. sporze konstytucyjnym. Nie możemy bowiem mówić o zamachu na wymiar sprawiedliwości, chyba że dla podgrzania atmosfery i mijając się z literą Konstytucji.

Szokująca może być również konstatacja, że TK nie posiada uprawnień do wydawania powszechnie obowiązujących interpretacji, czy wykładni prawa w tym samej Konstytucji. Podkreślał to niejednokrotnie Sąd Najwyższy (np. Uchwała Składu Siedmiu Sędziów Sądu Najwyższego z dnia 17 grudnia 2009 r. III PZP 2/09), stwierdzając, że orzeczenia interpretacyjne mają, jak każda wykładnia charakter niewiążący. Natomiast Komisja Wenecka wiedziona przeświadczeniami, a nie przepisami prawa (w czym należy ją usprawiedliwić, gdyż polski TK ma specyficzną pozycję ustrojową) wskazała w pkt. 109 swojej opinii, że: „w myśl Konstytucji RP, to TK, a nie Prezydent jest arbitrem ostatecznym w przypadkach dotyczących interpretacji Konstytucji”. Stwierdzenie to nie ma pokrycia w normach konstytucyjnych ani ustawowych, a naczelny autorytet wymiaru sprawiedliwości tj. Sąd Najwyższy w ww. uchwale jawnie zaprotestował przeciwko takim konstrukcjom myślowym. Nie jest więc TK organem dokonującym powszechnych wykładni prawa, o czym pamięć pozwoliłaby ostudzić temperaturę debaty.

Po trzecie TK nie jest Sądem Najwyższym. Co więcej nie jest ani Sądem Najwyższym Polski, ani nie ma uprawnień jakościowo porównywalnych do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Sąd Najwyższy jest zwyczajnie osobną instytucja konstytucyjną państwa polskiego. Natomiast co do możliwości porównywania z Sądem Najwyższym Stanów Zjednoczonych, to system prawa precedensowego, sposób dokonywania kontroli konstytucyjności norm oraz ich eliminacji, jak również sam ich skład nie pozwalają mówić o zbliżonej pozycji ustrojowej. Jedynym elementem zbieżnym jest możliwość dokonania eliminacji normy niezgodnej z konstytucją danego kraju. Nawet moment, od którego orzeczenie danej instytucji obowiązuje jest skrajnie inny, jak również wywoływany nim skutek. Natomiast co do składu, o czym była mowa wyżej, prestiż Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych jest nieporównywalnie większy, zarazem ze względu na to, że zasiadają w nim sędziowie zawodowi jak i ich dożywotnią kadencję. Gdyby pamiętać o bardzo ograniczonych (mimo zakusów sędziów do zawłaszczania kolejnych) uprawnień TK, jak i tym, że nigdy nie osiągną oni (z racji innego systemu instytucji konstytucyjnych) takiego prestiżu jak Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych, temperatura dzisiejszej debaty byłaby znacznie niższa.

Podsumowanie

Nieuprawnione i szkodliwe pod każdym względem jest stosowanie zasady, że na brak poszanowania dla norm prawa odpowiedzią musi lub może być brak poszanowania dla innych norm. Długofalowo doprowadzi to do obniżenia (i tak nie wysokiej) kultury prawnej w Polsce.

Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego dla precyzji językowej oraz podkreślenia ich faktycznego (a zarazem jednak nobliwego) statusu powinni być raczej określani mianem członków Trybunału niż sędziami. Zmiana w nazewnictwie, (choć nie w pełni odpowiadająca językowi prawnemu) pomogłaby racjonalniej wnioskować o pozycji osób zasiadających w Trybunale Konstytucyjnym laikowi.

Trybunał Konstytucyjny nie jest częścią wymiaru sprawiedliwości. Nie jest organem uprawnionym do wydawania powszechnie obowiązującej wykładni prawa. Nie jest Sądem Najwyższym. Nie jest instytucją porównywalną do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Jest natomiast istotną instytucją konstytucyjną państwa powołaną do kontroli władzy ustawodawczej, jednak nie do pozanormatywnego wpływania na działania władzy wykonawczej.